piątek, 6 lutego 2015

Aiko /one shot/

Aiko obudziła się w środku nocy i usiadła na brzegu łóżka. Zegarek wskazywał godzinę 2:42. Chwyciła leki nasenne i popiła je wodą z butelki, która zawsze stała obok łóżka. Położyła się ponownie w nadziei zaśnięcia. Patrzyła na goły sufit, na którym widniał cień jej okna. 
Nie mogła zasnąć. To było silniejsze od niej. 
Wstała i weszła do łazienki. Spojrzała na zaczerwienione od zmęczenia oczy odznaczające się swą barwą wśród gąszczu białych kosmyków. Przebrała się w czarne rurki i czarną koszulkę na ramiączka. Sięgnęła do najniższej szuflady. Wyciągnęła suszarkę i grzebienie, wyjęła drugie dno z szuflady i chwyciła srebrny sztylet z dwoma fioletowymi kamieniami. 
Zawiązała glany i zarzuciła dżinsową kurtkę z kapturem. Szukała jakiegoś pijanego mężczyzny, czy samotnej kobiety. Nie zwracała już uwagi na swoją ofiarę. Ważna była krew. 
Szła pewnym krokiem w stronę parku miejskiego, gdzie najczęściej znajdowała pijane osoby. Przechodząc z ostatkiem nadziei wokół jeziora, zauważyła mężczyznę śpiącego na ławce. Jej oczy gwałtownie się otworzyły a usta przybrały kształt psychopatycznego uśmiechu. Podeszła cicho od tyłu do mężczyzny i poderżnęła mu gardło. Zaśmiała się cicho. Uspokoiła wreszcie swoją potrzebę widoku krwi. Uwielbiała to. Po srebrnym narzędziu zbrodni ściekała czerwona krew mężczyzny. Oblizując sztylet, parę kropel krwi skapnęło na jej śnieżnobiałe włosy. Odcięła mężczyźnie palec i położyła go obok ręki mężczyzny. 
Uspokoiwszy swoje uzależnienie wróciła do mieszkania pod osłoną nocy. 
"To już 6. ofiara"
~~~
Dzień później w miejscowej gazecie wspomniano o tajemniczym zabójstwie mężczyzny nożem. Aiko zgniotła gazetę i wyrzuciła do kosza. Zaparzyła zieloną herbatę i usiadła na kanapie pod kocem. Mężczyzna nie siedział jej na sumieniu, więc żyła tak, jakby nic się nie stało. 
W mediach nazywano ją Lived. Wiadomo było że to jedna osoba zabija, bo od sześciu dni ginęły przypadkowe osoby , a potem odcinanano im po jednym palcu. To był jej znak rozpoznawczy. 
Nagle poczuła to samo uczucie co dzisiejszej nocy. Niepochamowana rządza krwi. Wpadła do łazienki i spojrzała w swoje odbicie w lustrze. Wielkie oczy ze zmniejszonymi źrenicami jak zawsze odznaczały się na bladej skórze. Długie rzęsy przysłoniły na chwilę błękitne tęczówki i Aiko westchnęła. 
Wiedziała, że nie może tak dłużej robić. 
Wiedziała, że jest psychopatką. 
Wiedziała, że nikt jej nie może pomóc. 
Wiedziała, co zrobi. 
Założyła swoje ciężkie, zabłocone glany z drobnymi plamkami krwi z wczorajszej nocy i założyła dżinsową kurtkę. Chwyciła srebrny nóż i wyszła z mieszkania dokładnie je zamykając. Tej nocy była cudowna pełnia. 
Aiko szła w stronę tego samego parku miejskiego. Pokonała tę samą trasę co wczoraj. Podeszła do brzegu jeziora. Spojrzała na srebrny Księżyc na czarnym niebie. Słyszała tylko głuchą ciszę. 
Białowłosa usiadła nad brzegiem spokojnej tafli jeziora spoglądając na odbijający się w niej Księżyc w pełni. Pochyliła się nad wodą wpatrując się w odbicie swojej kruchej jak porcelana twarzy. Położyła się na trawie i wbiła sobie sztylet w brzuch. Zaczęła się śmiać. Spojrzała na swój zakrwawiony brzuch, co spowodowało u niej jeszcze większy śmiech. Po paru chwilach zamknęła oczy, a jej tajemnicza dusza wyleciała z bladego ciała. 



poniedziałek, 2 lutego 2015

Lovely Blood II

Andrew's POV
Wszedłem do najlepszego sklepu w mieście z garniturami. Zacząłem przeglądać czarne marynarki, szukając swojego rozmiaru. Po jakimś czasie podeszła do mnie ekspedientka z kręconymi, blond włosami. Była niską osóbką o wiecznie uśmiechniętych brzoskwiniowych usteczkach. Duże, zielone oczy spojrzał w górę na mnie i zapytała:
-Dzieńdobry! Czy mogę panu w czymś pomóc? 
Była bardzo ładna, a jej policzki zdobiły rumieńce. 
-Dzieńdobry, szukam czarnej marynarki. 
Dziewczyna miała na imię Rose Rollie. Miała 23 lata, chociaż moim zdaniem wyglądała na 16 lat. 
Dziewczyna zaczęła przeglądać marynarki i wybrała pięć wieszaków. 
Przymierzałem pokolei wszystkie ubrania. 
-Długo już szukam odpowiedniej marynarki na bankiet, na który mnie zaproszono.-gdy założyłem ostatnią, stwierdziłem, że leży na mnie idealnie-I pani mi w tym pomogła! Czy chciałaby pani pójść ze mną na kawę jutro wieczorem?
Zdjąłem marynarkę i podszedłem do kasy. Rose skasowała marynarkę i zapakowała ją w siatkę. 
-Kończę zmianę dopiero o 18. 
Podałem jej pieniądze. 
-To po panią przyjadę tuż po pani pracy. Co pani na to?
-Ah, to było by bardzo miłe! To o 18!
-Do widzenia.- odpowiedziałem z szyderskim uśmiechem
-Do widzenia panu!
Dziewczyna wogóle nie domyślała się mojego zamiaru. 
Następnego dnia o 18. byłem przy wyjściu z galerii handlowej. Rose szła do mnie na czerwonych szpilkach ubrana w brązowy korzuch, a na głowie miała futrzaną czapkę z lisa. 
-Jak pięknie wyglądasz.- powiedziałem i ucałowałem jej dłoń-Wsiadamy?
-Może się sobie przedstawimy? Nie wiemy jak mamy na imię! Ja jestem Rose. 
Dobrze wiedziałem jak ma na imię, ale nie dałem tego po sobie poznać. 
-Ja jestem Andrew. 
Rose's POV
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w kierunku jednej z najekskluzywniejszych kawiarnii, znajdującej się na szczycie wierzowca w centrum miasta. 
Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsce przy oknie. Nie ukrywam-Andrew jest niesamowicie przystojny, uprzejmy i do tego bogaty! 
-Dobry wieczór panie Clinton!- zawołała kelnerka i zaprowadziła nas do dwuosobowego stolika przy oknie. Zapaliła świecę i podała nam menu.
-Poproszę wino Blanco. 
Kelnerka przyniosła butelkę i nalała nam wina do kieliszków. 
-A z jakiej okazji organizowany jest ten bankiet, na który się wybierasz, Andrew?- spojrzałam mu w stalowe oczy pełne tajemnic, które pragnęłam odkryć jak najszybciej. 
-60 urodziny mojego znajomego. 
Rozmawialiśmy ze sobą długi czas, Andrew opowiedział mi również o swojej podróży do Meksyku. Gdy wybiła 21. zaproponowałam mu wspólną noc. 
-Andrew, przenocujesz u mnie?- zapytałam dosyć nieśmiało
-Oh, Rose, bardzo tego pragnę.- odpowiedział romantycznym głosem. 
Andrew zapłacił i weszliśmy do samochodu. 
-Gdzie mieszkasz?- zapytał mnie ciemnowłosy
-Na rogu czterdziestej czwartej- powiedziałam spoglądając na niego kątem oka. 
Gdy dojechaliśmy, zaprowadziłam Andrew do mojego małego mieszkania. Powiedziałam by zaczekał w sypialni a ja się przebiorę. 
Założyłam moją czarną, koronkową bieliznę, pończochy zaczepiłam paskami do pończoch ozdobionymi ćwiekami. Zarzuciłam na siebie dużą, białą koszulę i weszłam do sypialni. Andrew zdjął koszulkę ukazując piękny tors. Spojrzał na mnie stalowymi oczami. Odgarnął parę ciemnych kosmyków z twarzy i położył się na dużym łóżku. Szepnęłam tylko "Bierz mnie" i wpadłam mu w objęcia. Andrew zrzucił ze mnie koszulę i zaczął całować mnie po szyji, a schodząc coraz niżej robił mi malinki. Cztery zagościły na obojczykach, a dwie na szyji. Potem namiętnie całowałam go w usta. Brakowało mi tchu. Nawet w tej chwili Andrew był bardzo męski. 
R's POV
Zgodnie z SMS'em od Andrew miałem przyjść do mieszkania 79 w bloku na rogu czterdziestej czwartej. 
Gdy byłem pod drzwiami poprostu je otworzyłem, gdyż nie były zamknięte na klucz. Odrazu usłyszałem stęki i krzyki nowej ofiary. Weszłem cicho do sypialni i gwałtownie zacisnąłem dłonie na jej drobnej szyji.
-To twój koniec, mała.- szepnął Andrew uśmiechając się szyderczo, po czym zaczął się śmiać
Gdy Rose przestała się rzucać, uwolniłem jej szyję od moich długich palców. Spojrzałem na nią, a potem na mojego kolegę. 
-Gdzie ty znajdujesz takie ładne panny?- zapytałem dalej patrząc na martwą Rose, która mimo uduszenia dalej wyglądała pięknie. Blond loki przykrywały szyję, na której został ślad moich dłoni. 
Andrew wyszedł z pokoju zostawiając resztę roboty mnie. Odciąłem jej ręce, brudząc się przy tym krwią. Zlizałem ją z palców delektując się słodkim smakiem. Zapakowałem ręce do walizki i wyszedłem z pokoju. Dałem walizkę Andrew, po czym wyszliśmy z budynku. On pojechał samochodem, a ja poszedłem do siebie do domu. Mimo późnej godziny całe miasto oślepiało blaskiem neonów. Na rogach stały panienki lekkich obyczajów, a w barach siedzieli upici mężczyźni przepijając kolejne  pieniądze z wypłaty. 

czwartek, 29 stycznia 2015

Lovely Blood I

Andrew's POV 
Wszedłem do autobusu jadącego z centrum miasta na przedmieścia. Ręce miałem w kieszeniach, a w dłoni linijkę. Najtańszą, przezroczystą linijkę. Ściskałem ją z całej siły. 
W autobusie było tłoczno. Szukałem wzrokiem dziewczyny, Mary Clarks, wysokiej brunetki, lat 22.  wiadomo mi było, że jest ekspedientką w sklepie z butami. Szukałem jej wzrokiem po całym autobusie; stare babcie, młodzież wracająca ze szkoły, bizmesmani. Wreszcie ją wypatrzyłem. Była bardzo ładna; miała lśniące, ciężkie, długie loki ; błękitne, duże, bystre oczy i nieskazitelną, bladą cerę. Stała w tłumie trzymając się ręką słupka do którego przyczepiony był kasownik na bilety. Podszedłem do owego kasownika z moim biletem. Kasując go, wsunąłem linijkę do jej dłoni. Mary wstrzymała na chwilę oddech. 
-Trzymaj.- szepnąłem jej do ucha
Odwróciła się i badała mnie wzrokiem. 
-Andrew, nie musisz się przedstawiać.- mówiłem dalej tajemniczym, seksownie niskim głosem. 
-O co ci chodzi? Po co mi ta linijka?- zapytała również zniżonym do szeptu głosem. 
-Ściśnij ją i odmierz 22 centymetry.- odpowiadam z nonaszalckim uśmiechem na twarzy. Przeniosłem wzrok z jej twarzy na ludzi wokół. Zaraz przystanek. 
-Czy chodzi o to o czym myślę?- zapytała z nutą żądzy. Spojrzała mi w oczy. Czułem jej przyśpieszone bicie serca, a zapach jej podniecenia unosił się w powietrzu. 
-Nie mała.- autobus się zatrzymał i ludzie zaczęli wychodzić. Zrobiłem krok w kierunku drzwi. -Taka długa jest moja stopa. 
Poszedłem razem z innymi ludźmi na przystanek. Nie oglądałem się. Czułem jej ciekawski wzrok na swoich plecach. Jedyne co o mnie wiedziała to to, że mam na imię Andrew, a moja stopa ma 22 centymetry. 
Mary's POV
Andrew wyszedł z autobusu, a chwilę potem drzwi się zamknęły. Podbiegłam do okna, aby ostatni raz zobaczyć właściciela linijki. Czułam jak ciepła fala pożądania przeszywała moje ciało. 
Gdy wróciłam do mieszkania nie mogłam pozbyć się myśli o jego tajemniczych, stalowych oczach, kruczoczarnych, zmierzwionych włosach, drogim płaszczu i o niskim głosie. 
W nagłym przypływie emocji widziałam jego usta kierujące się ku mojej szyji. Przyśpieszony oddech, twarz Andrew. Stalowe oczy przeszywające na wskroś. "Nie mała" cały czas rozbrzmiewało mi w uszach. Ręka sięgnęła do magnetofonu puszczając Janis Joplin. 
Po godzinie padłam na łóżko. Czuję silne uczucie, które zaczęłam żywić do właściciela linijki. Po godzinie zasnęłam przytulając się do poduszki. 
W sobotę następnego tygodnia postanowiłam przeprosić moje pędzle, płótna i farby i maluję twarz Andrew. Przez jedenaście dni miałam ze sobą linijkę non stop. W sklepie, w pracy, pod prysznicem- zawsze. 
Malując jego kruczoczarne włosy, przypadkiem potrąciłam farbę, która zalała mój telefon, szkic Andrew i linijkę. Wtedy zauważyłam litery zapisane woskiem na linijce. Szybko przepisałam słowa, które były zapisane w obcym języku. Potem uratowałam telefon i wzięłam się do tłumaczenia słów. Okazało się, że jest to zapisany numer telefonu po łacinie. Zadzwoniłam na numer oczekując wspaniałego głosu należącego do Andrew. 
-Halo?- odezwał się niski głos
-Andrew?- zapytałam
Chwila ciszy. 
-Tak, Mary jak sądzę?
-Tak. Andrew... Czy moglibyśmy się spotkać dziś wieczorem?
-Nie mam nic w planach. 
-O której?
-21. w klubie nocnym "Midnight Drink" w centrum. Kojarzysz?
-Tak, niedaleko pracuję. 
-Będę siedział przy barze, bądź punktualnie. 
-Pa. 
-Pa. 
Odłożyłam telefon. Spotkam się z mężczyzną, o którym ciągle myślę jeszcze dziś. 
Sprzątnęłam sztalugi i ztarłam farbę z podłogi.  Do 21 jeszcze 5 godzin. Zakręciłam włosy na wałki, przygotowałam moją ulubioną sukienkę "małą, czarną" i zrobiłam sobie makijaż. Autobus miałam o 20:26, więc musiałam być gotowa o 20:00. Jeszcze 2 godziny. 
Gdy byłam gotowa, założyłam moje ulubione szpilki i założyłam płaszcz z futrem z lisa. Zamknęłam dokładnie mieszkanie i poszłam na przystanek. O 20:54 byłam w centrum, a o 20:59 weszłam do klubu. 
Rozejrzałam się. Dym papierosów i zapach alkoholu unosił się wszędzie. Poszłam w stronę baru. "Jeszcze go nie ma" pomyślałam i zagryzłam wargę. Usiadłam przy barze oczekując Andrew. 
R's POV
Podszedłem od tyłu do Mary Clarkson. Zasłoniłem jej usta. Chwyciłem ją na ręce i zaniosłem do piwnicy klubu nocnego. Zamknąłem drzwi na klucz, a dziewczynę położyłem na ziemi. Odciąłem jej głowę i schowałem do pudła. Ciało schowałem w szafie i wyszedłem z klubu nocnego wraz z pudełkiem. W ciemnej uliczce czekał Andrew. 
-Świetna robota, R. 
Przekazałem mu pudło. 
-Wyjątkowo ładną dziewczynę wybrałeś.-powiedziałem głosem, którym chwali się nowe buty kolegi.-Masz już następną na oku?
-Tak.- uśmiechnął się sadystycznie Andrew, a jego oczy zalśniły czerwienią-Już mam. 


Lovely Blood

Czarne włosy, seksowny głos i stalowe oczy przeszywające na wskroś. 
Krwistoczerwone włosy, porcelanowa cera i oczy przepełnione rządzą krwi. 
Nikt nie wie jak zabijają. 
Nikt nie wie gdzie są. 
Nikt nie wie kim są. 
Nikt nic nie wie. 
Nikt nic. 
Nikt. 
Nic.