Wszedłem do najlepszego sklepu w mieście z garniturami. Zacząłem przeglądać czarne marynarki, szukając swojego rozmiaru. Po jakimś czasie podeszła do mnie ekspedientka z kręconymi, blond włosami. Była niską osóbką o wiecznie uśmiechniętych brzoskwiniowych usteczkach. Duże, zielone oczy spojrzał w górę na mnie i zapytała:
-Dzieńdobry! Czy mogę panu w czymś pomóc?
Była bardzo ładna, a jej policzki zdobiły rumieńce.
-Dzieńdobry, szukam czarnej marynarki.
Dziewczyna miała na imię Rose Rollie. Miała 23 lata, chociaż moim zdaniem wyglądała na 16 lat.
Dziewczyna zaczęła przeglądać marynarki i wybrała pięć wieszaków.
Przymierzałem pokolei wszystkie ubrania.
-Długo już szukam odpowiedniej marynarki na bankiet, na który mnie zaproszono.-gdy założyłem ostatnią, stwierdziłem, że leży na mnie idealnie-I pani mi w tym pomogła! Czy chciałaby pani pójść ze mną na kawę jutro wieczorem?
Zdjąłem marynarkę i podszedłem do kasy. Rose skasowała marynarkę i zapakowała ją w siatkę.
-Kończę zmianę dopiero o 18.
Podałem jej pieniądze.
-To po panią przyjadę tuż po pani pracy. Co pani na to?
-Ah, to było by bardzo miłe! To o 18!
-Do widzenia.- odpowiedziałem z szyderskim uśmiechem
-Do widzenia panu!
Dziewczyna wogóle nie domyślała się mojego zamiaru.
Następnego dnia o 18. byłem przy wyjściu z galerii handlowej. Rose szła do mnie na czerwonych szpilkach ubrana w brązowy korzuch, a na głowie miała futrzaną czapkę z lisa.
-Jak pięknie wyglądasz.- powiedziałem i ucałowałem jej dłoń-Wsiadamy?
-Może się sobie przedstawimy? Nie wiemy jak mamy na imię! Ja jestem Rose.
Dobrze wiedziałem jak ma na imię, ale nie dałem tego po sobie poznać.
-Ja jestem Andrew.
Rose's POV
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w kierunku jednej z najekskluzywniejszych kawiarnii, znajdującej się na szczycie wierzowca w centrum miasta.
Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsce przy oknie. Nie ukrywam-Andrew jest niesamowicie przystojny, uprzejmy i do tego bogaty!
-Dobry wieczór panie Clinton!- zawołała kelnerka i zaprowadziła nas do dwuosobowego stolika przy oknie. Zapaliła świecę i podała nam menu.
-Poproszę wino Blanco.
Kelnerka przyniosła butelkę i nalała nam wina do kieliszków.
-A z jakiej okazji organizowany jest ten bankiet, na który się wybierasz, Andrew?- spojrzałam mu w stalowe oczy pełne tajemnic, które pragnęłam odkryć jak najszybciej.
-60 urodziny mojego znajomego.
Rozmawialiśmy ze sobą długi czas, Andrew opowiedział mi również o swojej podróży do Meksyku. Gdy wybiła 21. zaproponowałam mu wspólną noc.
-Andrew, przenocujesz u mnie?- zapytałam dosyć nieśmiało
-Oh, Rose, bardzo tego pragnę.- odpowiedział romantycznym głosem.
Andrew zapłacił i weszliśmy do samochodu.
-Gdzie mieszkasz?- zapytał mnie ciemnowłosy
-Na rogu czterdziestej czwartej- powiedziałam spoglądając na niego kątem oka.
Gdy dojechaliśmy, zaprowadziłam Andrew do mojego małego mieszkania. Powiedziałam by zaczekał w sypialni a ja się przebiorę.
Założyłam moją czarną, koronkową bieliznę, pończochy zaczepiłam paskami do pończoch ozdobionymi ćwiekami. Zarzuciłam na siebie dużą, białą koszulę i weszłam do sypialni. Andrew zdjął koszulkę ukazując piękny tors. Spojrzał na mnie stalowymi oczami. Odgarnął parę ciemnych kosmyków z twarzy i położył się na dużym łóżku. Szepnęłam tylko "Bierz mnie" i wpadłam mu w objęcia. Andrew zrzucił ze mnie koszulę i zaczął całować mnie po szyji, a schodząc coraz niżej robił mi malinki. Cztery zagościły na obojczykach, a dwie na szyji. Potem namiętnie całowałam go w usta. Brakowało mi tchu. Nawet w tej chwili Andrew był bardzo męski.
R's POV
Zgodnie z SMS'em od Andrew miałem przyjść do mieszkania 79 w bloku na rogu czterdziestej czwartej.
Gdy byłem pod drzwiami poprostu je otworzyłem, gdyż nie były zamknięte na klucz. Odrazu usłyszałem stęki i krzyki nowej ofiary. Weszłem cicho do sypialni i gwałtownie zacisnąłem dłonie na jej drobnej szyji.
-To twój koniec, mała.- szepnął Andrew uśmiechając się szyderczo, po czym zaczął się śmiać
Gdy Rose przestała się rzucać, uwolniłem jej szyję od moich długich palców. Spojrzałem na nią, a potem na mojego kolegę.
-Gdzie ty znajdujesz takie ładne panny?- zapytałem dalej patrząc na martwą Rose, która mimo uduszenia dalej wyglądała pięknie. Blond loki przykrywały szyję, na której został ślad moich dłoni.
Andrew wyszedł z pokoju zostawiając resztę roboty mnie. Odciąłem jej ręce, brudząc się przy tym krwią. Zlizałem ją z palców delektując się słodkim smakiem. Zapakowałem ręce do walizki i wyszedłem z pokoju. Dałem walizkę Andrew, po czym wyszliśmy z budynku. On pojechał samochodem, a ja poszedłem do siebie do domu. Mimo późnej godziny całe miasto oślepiało blaskiem neonów. Na rogach stały panienki lekkich obyczajów, a w barach siedzieli upici mężczyźni przepijając kolejne pieniądze z wypłaty.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz