poniedziałek, 2 lutego 2015

Lovely Blood II

Andrew's POV
Wszedłem do najlepszego sklepu w mieście z garniturami. Zacząłem przeglądać czarne marynarki, szukając swojego rozmiaru. Po jakimś czasie podeszła do mnie ekspedientka z kręconymi, blond włosami. Była niską osóbką o wiecznie uśmiechniętych brzoskwiniowych usteczkach. Duże, zielone oczy spojrzał w górę na mnie i zapytała:
-Dzieńdobry! Czy mogę panu w czymś pomóc? 
Była bardzo ładna, a jej policzki zdobiły rumieńce. 
-Dzieńdobry, szukam czarnej marynarki. 
Dziewczyna miała na imię Rose Rollie. Miała 23 lata, chociaż moim zdaniem wyglądała na 16 lat. 
Dziewczyna zaczęła przeglądać marynarki i wybrała pięć wieszaków. 
Przymierzałem pokolei wszystkie ubrania. 
-Długo już szukam odpowiedniej marynarki na bankiet, na który mnie zaproszono.-gdy założyłem ostatnią, stwierdziłem, że leży na mnie idealnie-I pani mi w tym pomogła! Czy chciałaby pani pójść ze mną na kawę jutro wieczorem?
Zdjąłem marynarkę i podszedłem do kasy. Rose skasowała marynarkę i zapakowała ją w siatkę. 
-Kończę zmianę dopiero o 18. 
Podałem jej pieniądze. 
-To po panią przyjadę tuż po pani pracy. Co pani na to?
-Ah, to było by bardzo miłe! To o 18!
-Do widzenia.- odpowiedziałem z szyderskim uśmiechem
-Do widzenia panu!
Dziewczyna wogóle nie domyślała się mojego zamiaru. 
Następnego dnia o 18. byłem przy wyjściu z galerii handlowej. Rose szła do mnie na czerwonych szpilkach ubrana w brązowy korzuch, a na głowie miała futrzaną czapkę z lisa. 
-Jak pięknie wyglądasz.- powiedziałem i ucałowałem jej dłoń-Wsiadamy?
-Może się sobie przedstawimy? Nie wiemy jak mamy na imię! Ja jestem Rose. 
Dobrze wiedziałem jak ma na imię, ale nie dałem tego po sobie poznać. 
-Ja jestem Andrew. 
Rose's POV
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w kierunku jednej z najekskluzywniejszych kawiarnii, znajdującej się na szczycie wierzowca w centrum miasta. 
Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsce przy oknie. Nie ukrywam-Andrew jest niesamowicie przystojny, uprzejmy i do tego bogaty! 
-Dobry wieczór panie Clinton!- zawołała kelnerka i zaprowadziła nas do dwuosobowego stolika przy oknie. Zapaliła świecę i podała nam menu.
-Poproszę wino Blanco. 
Kelnerka przyniosła butelkę i nalała nam wina do kieliszków. 
-A z jakiej okazji organizowany jest ten bankiet, na który się wybierasz, Andrew?- spojrzałam mu w stalowe oczy pełne tajemnic, które pragnęłam odkryć jak najszybciej. 
-60 urodziny mojego znajomego. 
Rozmawialiśmy ze sobą długi czas, Andrew opowiedział mi również o swojej podróży do Meksyku. Gdy wybiła 21. zaproponowałam mu wspólną noc. 
-Andrew, przenocujesz u mnie?- zapytałam dosyć nieśmiało
-Oh, Rose, bardzo tego pragnę.- odpowiedział romantycznym głosem. 
Andrew zapłacił i weszliśmy do samochodu. 
-Gdzie mieszkasz?- zapytał mnie ciemnowłosy
-Na rogu czterdziestej czwartej- powiedziałam spoglądając na niego kątem oka. 
Gdy dojechaliśmy, zaprowadziłam Andrew do mojego małego mieszkania. Powiedziałam by zaczekał w sypialni a ja się przebiorę. 
Założyłam moją czarną, koronkową bieliznę, pończochy zaczepiłam paskami do pończoch ozdobionymi ćwiekami. Zarzuciłam na siebie dużą, białą koszulę i weszłam do sypialni. Andrew zdjął koszulkę ukazując piękny tors. Spojrzał na mnie stalowymi oczami. Odgarnął parę ciemnych kosmyków z twarzy i położył się na dużym łóżku. Szepnęłam tylko "Bierz mnie" i wpadłam mu w objęcia. Andrew zrzucił ze mnie koszulę i zaczął całować mnie po szyji, a schodząc coraz niżej robił mi malinki. Cztery zagościły na obojczykach, a dwie na szyji. Potem namiętnie całowałam go w usta. Brakowało mi tchu. Nawet w tej chwili Andrew był bardzo męski. 
R's POV
Zgodnie z SMS'em od Andrew miałem przyjść do mieszkania 79 w bloku na rogu czterdziestej czwartej. 
Gdy byłem pod drzwiami poprostu je otworzyłem, gdyż nie były zamknięte na klucz. Odrazu usłyszałem stęki i krzyki nowej ofiary. Weszłem cicho do sypialni i gwałtownie zacisnąłem dłonie na jej drobnej szyji.
-To twój koniec, mała.- szepnął Andrew uśmiechając się szyderczo, po czym zaczął się śmiać
Gdy Rose przestała się rzucać, uwolniłem jej szyję od moich długich palców. Spojrzałem na nią, a potem na mojego kolegę. 
-Gdzie ty znajdujesz takie ładne panny?- zapytałem dalej patrząc na martwą Rose, która mimo uduszenia dalej wyglądała pięknie. Blond loki przykrywały szyję, na której został ślad moich dłoni. 
Andrew wyszedł z pokoju zostawiając resztę roboty mnie. Odciąłem jej ręce, brudząc się przy tym krwią. Zlizałem ją z palców delektując się słodkim smakiem. Zapakowałem ręce do walizki i wyszedłem z pokoju. Dałem walizkę Andrew, po czym wyszliśmy z budynku. On pojechał samochodem, a ja poszedłem do siebie do domu. Mimo późnej godziny całe miasto oślepiało blaskiem neonów. Na rogach stały panienki lekkich obyczajów, a w barach siedzieli upici mężczyźni przepijając kolejne  pieniądze z wypłaty. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz